„Od myszy po cesarza każdy żyje z gospodarza”

            Polskie rolnictwo przez stulecia opierało się przede wszystkim na niewielkich gospodarstwach rodzinnych. Takie stanu rzeczy nie zmieniły  niesprzyjające, a czasami  także tragiczne zawirowania jakie miały miejsce w naszej historii. By wspomnieć tylko okres zaborów, II wojny światowej czy też lata powojenne i zamiary ówczesnych komunistycznych władz dążące do kolektywizacji wsi na wzór radziecki. Zawsze jednakże polska wieś wychodziła z tych opresji obronną ręką, wzmocniona i potrafiąca zachować własną tożsamość. Można oczywiście utyskiwać na jej nadmierne zacofanie, rozdrobnienie lub na małą wydajność produkcyjną gospodarstw, ale przez długie dekady potrafiła dość dobrze wyżywić cały kraj. Po 1989 roku wraz z dokonującą się transformacją ustrojową, sytuacja zmieniła się i trzeba zaznaczyć na niekorzyść dla polskich gospodarstw. Oczywiście nie można uogólniać bo są i takie, które doskonale odnalazły się w nowej rzeczywistości, świetnie adoptując się do warunków wolnorynkowych, ale większość z nich pozostawiona została samym sobie, z trudem wiążąc koniec z końcem. Bardzo często można spotkać się z twierdzeniem, że to rolnicy są sami sobie winni, ponieważ są zbyt roszczeniowo nastawieni i zbyt wolno przystosowują się do zastanych warunków. Jednak o tym jak wspierani są producenci rolni państw Europu Zachodniej już tak chętnie nas się nie informuje. Bo szczególnie  tę kwestię, po 10 latach naszego członkostwa w strukturach europejskich,  trzeba pokreślić.

            Fakt  przyjęcia Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku miał być  bowiem wielką szansą dla modernizacji polskiej wsi i zapowiadanego szumnie wzrostu poziomu życia jej mieszkańców. Jednakże już niejako na starcie zostaliśmy pozbawieni możliwości konkurowania na podobnych warunkach, gdyż  subwencjonowanie produkcji rolnej w krajach tzw. starej unii jest wielokrotnie wyższe niż w naszym kraju. Dlatego nie można się później dziwić, iż ceny wielu produktów rolnych importowanych do naszego kraju są wielokrotnie niższe niż tych rodzimych. Dlatego pod znakiem zapytania stawia się kwestie opłacalności w wielu sektorach polskiego rolnictwa.  Nie można również nie wspomnieć o stale wzrastających kosztach produkcji takich jak paliwa, nawozy, czy też środki ochrony roślin. Polscy  rolnicy powoli wpadają zatem w klasyczny przykład błędnego koła. Z jednej strony mamy bowiem co raz większe nakłady konieczne do wyhodowania dobrego jakościowo i konkurencyjnego towaru, a  z drugiej konieczność utrzymywania od kilkunastu lat cen na podobnym poziomie przy stale wzrastającej presji importowej państw zachodnich. Oczywiście może ktoś użyć argumentu, że na tym polega wolny rynek i zasady ekonomicznego współzawodnictwa i po prostu mniej konkurencyjni muszą przegrać. Można by się z nim zgodzić pod jednym wszakże warunkiem, gdyby te zasady obwiązywały wszystkich i oparte były na identycznych kryteriach. Niestety  próżno ich doszukiwać się na wspólnym europejskim rynku rolnym. Ten bowiem rządzi się zasadą, iż to silniejsi ekonomicznie członkowie Wspólnoty od samego początku ustali zasady dając nowoprzyjętym państwom do wyboru albo bierzecie co wam dajemy, albo nie dostaniecie nic. Można w tym doszukiwać się też przewrotnej strategii dążącej do zbudowania złudnego obrazu solidarności i wywołania odczucia, iż to hojne mocarstwa robią wszystko by poprawić sytuacje zacofanego rolnictwa w tym  między innymi polskiego.

            Oczywiście poważnym nadużyciem byłoby obwinianie tylko Wspólnoty Europejskiej o ogólną złą sytuacje polskiej wsi, bo tak naprawdę kolejne ekipy rządzące naszym krajem od początku transformacji ustrojowej zrobiły niewiele by ją poprawić. Szumne hasła i zapowiedzi poprawy jej egzystencji mieszkańców pojawią  się z reguły przy okazji kolejnych wyborów lub gdy sytuacja –jak w przypadku ostatnich problemów z eksportem wieprzowiny do Rosji – jest już tak trudna, że zaniechanie jakichkolwiek działań mogłoby doprowadzić do wybuchu niepokojów na wsi. Poza tymi rzadkimi momentami polska wieś jest pozostawiona sama sobie. Dodatkowo wmawia się jej, że to ona najbardziej skorzystała na wejściu Polski do struktur europejskich. Można byłoby tu dodać tylko, że na pewno najbardziej skorzystało z tego lobby wielkoobszarowych posiadaczy ziemskich powiązanych politycznie i w bardzo wymierny sposób wykorzystujących swe koneksje osobiste czy też partyjne. Niestety nikt nie wspomina głośno o  demograficznym starzeniu się polskiej wsi, braku perspektyw dla młodych ludzi, którzy to z nią pragnęliby związać swoją przyszłość. Nie wspomina się o niskiej opłacalności produkcji rolnej, a także o  trudnościach w spłatach kredytowych wielu gospodarstw za którymi często stoją tragedie całych rodzin. Poza nielicznymi wzmiankami ukazującymi się w mediach, nikt nie przyzna, że to nie rolnicy są winni wysokim cenom żywności, a pośrednicy lub sieci wielkopowierzchniowe, które czasami ten sam produkt sprzedają z olbrzymią marżą. Nierzadką praktyką jest także sprowadzanie artykułów rolnych z zagranicy i oferowanie ich konsumentom jako towaru polskiego czym wprowadza się klientów  świadomie w błąd naruszając  tym samym ich prawo do rzetelnej informacji. Robi się więc bardzo często z mieszkańców wsi tzw. dojną krową i ukazuje jako przykład wiecznie niezadowolonej oraz roszczeniowo nastawionej grupy społecznej.
Zapominając jednocześnie o tym, że rolnicy nie tylko dostają owe sławetne dopłaty, ale płacą także  podatki w różnorakich formach, a przez zakup maszyn, urządzeń czy też  środków do uprawy roślin wydatnie przyczyniają się wzrostu PKB całego kraju. Pieniądze wydawane przez nich zostają w olbrzymiej części właśnie w Polsce i niejako napędzają pozostałe sektory naszej gospodarki krajowej.

            Reasumując wszystko o czym napisano wcześniej, polscy rolnicy nie wymagają jakiegoś specjalnego traktowania czy też szczególnej ochrony by przetrwać. Jedyne czego mogą wymagać to traktowania ich pracy z należytym szacunkiem oraz godziwej, pozwalającej normalnie egzystować zapłaty za ich codzienny trud. Wymierne korzyści – przy stworzeniu warunków dla opłacalności rodzimej produkcji rolnej – odczuje cała Polska gospodarka, a wieś zachowa swą unikatową tożsamość, którą przetrwała wieki i świadczyła o sile naszego państwa.

 

 

Tomasz Baliński, gmina  Warta